PRACA NA WAKACJE!

Czy animacja opłaca się hotelowi?

Ani­ma­to­rzy czasu wol­nego naj­czę­ściej są koja­rzeni z zabawą. Ten intu­icyjny obraz nie oddaje jed­nak całej prawdy o ich pracy. Dobrze prze­szko­lony per­so­nel ma więk­szy wpływ na suk­ces mar­ke­tingu hotelu niż wiele z tra­dy­cyj­nych metod reklamy i pro­mo­cji. Zabawa kre­owana przez ani­ma­to­rów nie jest bowiem celem samym w sobie, a tylko środ­kiem do realizacji celu bar­dziej zło­żo­nego: pod­wyż­sza­nia kon­ku­ren­cyj­no­ści hotelu na rynku lokalnym.

Według naj­prost­szej defi­ni­cji, ani­ma­cja czasu wol­nego to dział współ­cze­snej tury­styki i hote­lar­stwa zaj­mu­jący się orga­ni­za­cją czasu wol­nego ludzi prze­by­wa­ją­cych w ośrod­kach noc­le­go­wych. Ani­ma­to­rami będą więc osoby, które zor­ga­ni­zują wie­czorne kara­oke, gry i zabawy dla dzieci czy też festyn rodzinny na tere­nie hotelu lub ośrodka. Zanim jed­nak odpo­wiemy sobie na pyta­nie: czy zatrud­nia­nie ani­ma­to­rów w pol­skich obiek­tach ma sens, warto roz­pra­wić się z kil­koma mitami na temat tego zawodu.

MIT 1: To się nie opłaca…

Gdyby ktoś mnie zapy­tał, czy widzia­łem w Pol­sce narzę­dzia bada­jące zwrot z inwe­sty­cji hotelu w ani­ma­cję, musiał­bym odpo­wie­dzieć szcze­rze, że nie. Widzia­łem jed­nak, a nawet współ­two­rzy­łem metody badaw­cze w takich kra­jach, jak Hisz­pa­nia, Tune­zja czy Gre­cja. Pod­sta­wowe pyta­nie takich badań brzmi: czy wydatki na ani­ma­cję (mate­riały do zabawy, wyna­gro­dze­nia ani­ma­to­rów, pla­katy, balony, farbki itd.) zwra­cają się hote­lowi czy też są kosz­tami „bez pokry­cia”. Pierw­szy pro­blem, który napo­ty­kamy w tego typu bada­niach jest oczy­wi­sty: jak to spraw­dzić. Nie ma praw­do­po­dob­nie metody ide­al­nej, ale można wycią­gać wnio­ski jako­ściowe na pod­sta­wie ana­liz ilo­ścio­wych i licz­bo­wych. Pod­sta­wo­wymi zmien­nymi w tym przy­padku będą:
 
– przy­chody hotelu w sezo­nie z ani­ma­cją w porów­na­niu do przy­cho­dów w sezo­nie bez ani­ma­cji;
– wydatki na mar­ke­ting w sezo­nie z ani­ma­cją w porów­na­niu do wydat­ków w sezo­nie bez ani­ma­cji;
– przy­chody z kon­sump­cji gości hote­lo­wych (restau­ra­cje, bary, dys­ko­teki);
– przy­chody z usług dodat­ko­wych (SPA, wycieczki fakul­ta­tywne, wstępy na imprezy zamknięte);
– sprze­daż gadże­tów hote­lo­wych zwią­za­nych z ani­ma­cją (maskotki ani­ma­cyjne, koszulki ani­ma­tora, płyty CD z muzyką mini disco);
– przy­chody z ani­ma­cji płat­nych (bingo, malo­wa­nie na jedwa­biu, bilard).
 
Oka­zuje się, że te zmienne, dokład­nie wyli­czone, wska­zują na jed­no­znaczny wnio­sek: ani­ma­cja czasu wol­nego w hotelu opłaca się i trudno z tym wnio­skiem pole­mi­zo­wać. Spe­cja­li­ści od ani­ma­cji w Tune­zji pod­kre­ślają rów­nież, że ani­ma­cja dyna­mi­zuje tzw. mar­ke­ting szep­tany i spra­wia, że część tury­stów wraca do tego samego hotelu w przy­szło­ści. Pew­nie nie bez powodu tune­zyj­skie szkoły i uczel­nie hotelarsko-gastronomiczne uwa­żają kie­ru­nek ani­ma­cyjny za jeden z waż­niej­szych w roz­woju rodzi­mego rynku tury­stycz­nego. Zresztą, pol­skie tech­nika powoli też podej­mują ten temat, czego przy­kła­dem może być szkoła im. J. Tuwima z Bielska-Białej z nie­dawno otwartą spe­cja­li­za­cją z animacji.
 

MIT 2: W Pol­sce ani­ma­cja się nie przyj­mie, bo sezon jest za krótki…

Dokład­nie takie słowa wie­lo­krot­nie sły­sza­łem już w naszym kraju. Cza­sami dyrek­tor ośrodka mówi więc z rezy­gna­cją, że przy dwu­mie­sięcz­nych waka­cjach, gdzie w dodatku przez trzy tygo­dnie leje deszcz, ani­ma­cja nie jest potrzebna. Cóż, mam zupeł­nie inne zda­nie na ten temat. Uwa­żam, że kiedy leje i kiedy sezon jest krótki, to wła­śnie wtedy hote­lowi naj­bar­dziej jest potrzebna ani­ma­cja! Nie ma pro­blemu, kiedy pogoda jest piękna. Wtedy tury­sta może spę­dzać czas na plaży czy na spa­ce­rach. Co jed­nak ma robić tury­sta z rodziną na urlo­pie bez sło­necz­nej pogody? No wła­śnie – ani­ma­cja jest wtedy dobrą alter­na­tywą. Ponadto ani­ma­cja wpływa na to, że tury­sta wię­cej czasu spę­dzi w ośrodku (a nie w loka­lach zewnętrz­nych na plaży), a to z kolei napę­dza kon­sump­cję, na któ­rej zara­bia hote­larz. Dobrze zor­ga­ni­zo­wany pro­gram ani­ma­cyjny może znacz­nie wydłu­żyć sezon tury­styczny. Naj­ła­twiej jest to zro­bić w mie­sią­cach z oka­zjo­nal­nymi datami, jak gru­dzień (Miko­łajki, Święta, Syl­we­ster) czy czer­wiec (Dzień Dziecka, Boże Ciało, zakoń­cze­nie roku szkol­nego). Są już jed­nak w Pol­sce hotele, które myślą o ani­ma­cji przez cały rok i tym samym – przy­cią­gają do sie­bie tury­stów przez 12 mie­sięcy, przy­kła­dowo hotel Kry­nica grupy Elbest. Nie mówiąc już o tym, że w Egip­cie czy Tune­zji hotele zatrud­niają nawet po 5–6 ani­ma­to­rów na cały rok: od stycz­nia do grudnia.
 

MIT 3: Każdy może być animatorem…

Mia­łem nie­dawno oka­zję współ­pra­co­wać z pol­skim hote­lem, który nie był zado­wo­lony z ani­ma­cji. Osoby zarzą­dza­jące stwier­dziły wręcz, że ani­ma­cja przy­nio­sła wię­cej szkody niż pożytku. W przy­pły­wie szcze­ro­ści opi­sano mi także spo­sób, w jaki rekru­to­wano ani­ma­to­rów do tegoż ośrodka. Otóż ówcze­sny mana­ger (który już nie pra­cuje w tym miej­scu) wybrał się na pobli­ski AWF i posta­no­wił zna­leźć ani­ma­to­rów pośród stu­den­tów kie­runku „wycho­wa­nie fizyczne” w myśl zało­że­nia: „jeśli to mają być wuefi­ści, to i ani­ma­to­rzy będą z nich jak trzeba”. Wynik pro­cesu oka­zał się jed­nak zupeł­nie inny. Praca ani­ma­tora może być bar­dzo przy­jemna i satys­fak­cjo­nu­jąca, pod warun­kiem jed­nak, że ma się odpo­wied­nie cechy i kom­pe­ten­cje. Jeśli ktoś kocha ludzi, ma poczu­cie humoru (także w sto­sunku do sie­bie), jest aser­tywny a przy tym kre­atywny i komu­ni­ka­tywny, to owszem, może to być zawód marzeń. Pro­blem w tym, że tych cech nie da się wyczy­tać z CV kan­dy­data na ani­ma­tora i bez sku­tecz­nych i spraw­dzo­nych metod rekru­ta­cji można zatrud­nić nie­od­po­wied­nie osoby do pracy z tury­stami. Pro­szę więc uwie­rzyć mi na słowo: nie każdy może ten zawód wyko­ny­wać. Powiem nawet wię­cej: nie­wielu się do niego nadaje.
 

MIT 4: Polacy nie potra­fią się bawić…

Kiedy widzę Pola­ków tań­czą­cych, zre­lak­so­wa­nych, a nawet zwa­rio­wa­nych w Gre­cji, w Hisz­pa­nii czy Tur­cji, aż trudno mi uwie­rzyć, że tak mocny jest w Pol­sce ste­reo­typ, jakoby nasz naród nie nale­żał do roz­ryw­ko­wych. Sam pro­wa­dzi­łem w Pol­sce kil­ka­dzie­siąt even­tów, imprez i kon­fe­ran­sje­rek, i abso­lut­nie nie zga­dzam się z tą tezą. Wydaje mi się, że pro­blem leży zupeł­nie gdzie indziej. W ani­ma­to­rach wła­śnie. W wymie­nio­nych kra­jach basenu Morza Śródziem­nego aż roi się od pro­fe­sjo­nal­nych, prze­szko­lo­nych ani­ma­to­rów i oni już wie­dzą jak Pola­ków, i każdą inną nację, „roz­ru­szać”. W Pol­sce takich ani­ma­to­rów jest z kolei mało, więc nie ma się co dzi­wić, że nasi rodacy nie rwą się pierwsi na scenę. Jeśli kogoś to nie prze­ko­nuje, to zachę­cam, żeby przyj­rzał się Pola­kom pod­czas naj­bliż­szego wesela w rodzi­nie – czy fak­tycz­nie Polacy nie potra­fią się bawić?
 

MIT 5: Nie da się inte­gro­wać ludzi bez alkoholu…

Zgod­nie z nim, jeśli nie ma wódki, nie ma szans na zabawę. Być może jest to nawet naj­głę­biej zako­rze­niony ste­reo­typ spo­śród tych, które wymie­ni­łem powy­żej. Zgo­dzę się, że są takie osoby, które bez pro­cen­tów nie wejdą nawet do dys­ko­teki, ale prze­cież nie doty­czy to wszyst­kich osób. Trudno podej­rze­wać, że zako­chani w kaba­re­tach Polacy (według badań mamy naj­wię­cej aktyw­nych kaba­re­tów ze wszyst­kich kra­jów UE) śmie­jąc się z tych samych ske­czy, zawsze są pod wpły­wem alko­holu. Roz­wią­za­nie tego tajem­ni­czego mitu jest dokład­nie takie samo jak w Micie nr 4. Jak możemy zin­te­gro­wać gości hote­lo­wych, jeśli nie ofe­ru­jemy im pro­fe­sjo­nal­nej ani­ma­cji? Wystar­czy zoba­czyć, jak z tury­stami pra­cuje się za gra­nicą, by zro­zu­mieć, że alko­hol wcale nie jest tutaj nie­zbędny. Te i inne mity spra­wiają zapewne, że daleko nam jesz­cze do kra­jów połu­dnio­wych, jeśli cho­dzi o ani­ma­cję czasu wol­nego. Stan ten na szczę­ście dyna­micz­nie się zmie­nia, ale wciąż bra­kuje w Pol­sce sko­or­dy­no­wa­nych dzia­łań, które upo­wszech­ni­łyby ten ele­ment. Nasze biura podróży ofe­rują już usługi pol­skich ani­ma­to­rów w kra­jach zagra­nicz­nych (np. Nec­ker­mann Pol­ska ofe­ruje zabawy i ani­ma­cje z fir­mo­wym LeoNECK’iem), ale nad Bał­ty­kiem, na Mazu­rach czy w Pol­skich górach jest ich jesz­cze jak na lekar­stwo. Wszel­kie ten­den­cje, doświad­cze­nia i wyniki badań wska­zują, że jest głę­boki sens we wpro­wa­dza­niu ani­ma­cji czasu wol­nego do usług hote­lar­skich w Pol­sce. Warto zasta­no­wić się nad tym już dziś, kiedy można jesz­cze przy­go­to­wać ten pro­jekt przed naj­wyż­szym sezo­nem w 2012 roku. W końcu pol­ski tury­sta, przy­zwy­cza­jony po poby­tach w Egip­cie czy Tune­zji, ocze­kuje już coraz czę­ściej cze­goś wię­cej niż tylko noc­legu i wyży­wie­nia. Usługi wol­no­cza­sowe są trze­cim stan­dar­dem wyma­ga­nym w hote­lar­stwie, a coraz bar­dziej aser­tywni Polacy będą z cza­sem się ich wręcz doma­gać (zresztą ten pro­ces jest już widoczny nad pol­skim morzem od kilku lat). Jeśli więc nie chcemy stra­cić klien­tów (nie tylko rodzin­nych) i prze­wagi kon­ku­ren­cyj­nej na rynku lokal­nym, być może ani­ma­cja jest tema­tem war­tym pil­nego przemyślenia.
 
Zespół Work & Fun™

Realizacja: tworzenie stron Hyh.pl
All rights reserved, © 2019 Work and Fun